niedziela, 18 marca 2012

Pamięć

Choć minęło tak wiele dni,Wciąż pamiętam tamto uczycie,
To które na śmierć skazałeś Ty,
To, w które wierzyć chciałam usilnie.

Me uczucia jednak nie umarły,
W sercu nadzieja wciąż się tli,
Wierząc, że kiedyś moje uczucia,
Dotrą do ciebie i do mnie powrócą...

Wiara ma kochać ponownie nie pozwala,
Każdą próbę nadzieja, jak zdradę traktuje,
I choć zapomnieć się staram, pamięć nie słucha,
Wymazać tego, co było nie umiem...

Choć tak niewiele to dla Ciebie znaczyło,
Dla mnie było wszystkim i tym pozostało...
W mej pamięci zawsze pozostaniesz,
Nawet mimo upływu kolejnych dni...
 

sobota, 17 marca 2012

1. Po drugiej stronie lustra



Od wieków mówi się, że nasz świat nie jest jedynym, że prócz niego istnieje również świat równoległy. Nikt jednak nie był w stanie udowodnić, że jest to prawdą.. Światy te, choć zdawać się mogły równoległe różniły się diametralnie, jak ogień i woda, a mimo to choć pozornie nie miały ze sobą połączenia, oddziaływały na siebie. Jedna osoba jednak znakomicie zdawała sobie sprawę z istnienia świata za zasłoną, lub jak sama to określała, świata po drugiej stronie lustra.


     Sharissa, dziewczyna w wieku lat dziewiętnastu, siedziała w swoim pokoju, w domu na obrzeżach miasta. Od dziecka wiedziała o istnieniu drugiego świata. Widziała go czasami, jak w niektórych miejscach, w których rozpościerała się zasłona, świat ten przenika do jej świata. Niewątpliwie był inny. Nie tak zniszczony jak ten, w którym mieszkała ona. Fascynowało ją to, co znajduje się po drugiej stronie. Chciała poznać tamten świat z marzeń. Przekonać się na własnej skórze, jaki jest naprawdę. Na razie jednak jedyne, co mogła zrobić, to oglądać małe fragmenty niedostępnego jej świata w prześwitach rzeczywistości i lustrze. Tak, dzięki lustru była w stanie dojrzeć drugą stronę. Nauczyła się tego. Kiedyś wywoływała to przypadkiem, teraz umiała to kontrolować.
     Sharissa związała włosy, które opadały jej kasztanową kaskadą loków na plecy sięgając do łopatek. Usiadła przy lustrze, w którym widziała swoją twarz, z tą różnicą, że ona sama miała brązowe oczy i ciemniejszą cerę niż jej odbicie, o nienaturalnie niebieskich oczach, przypominających morska toń widzianą często na zdjęciach prospektów biur podróży. Wyciągnęła przed siebie rękę i na gładkiej tafli lustra rozrysowała znak składający się z wielu przecinających się linii, półkoli i kropek, które zaczynały jaśnieć czerwonym blaskiem, który po chwili rozbłysnął mocno, zalewając swym blaskiem pokój dziewczyny, gdy znaki jakby zaczęły wnikać w kryształową powierzchnię, aż w końcu zniknęły zupełnie. Światło zniknęło, a pokój powrócił do normy, z tą różnicą, że zamiast swojego odbicia widziała drugi świat.
     Jej oczom ukazał się znajomy widok, wysokiego łańcucha górskiego, u którego podnóża rozciągał się gęsty las. Sharissa widziała ptaki latające nad jego koronami, ptaki zupełnie inne od tych, które widywała na co dzień. Świat za lustrem wyglądał jak wyjęty prosto z marzeń sennych. Dziewczyna westchnęła cicho.
     - Chcę się tam znaleźć…  - Powiedziała szeptem i oparła głowę o taflę lustra, zamykając oczy, jednocześnie przykładając do niego rękę i nieświadomie  dorysowując kilka kresek w miejscu, w którym wcześniej widniał jaśniejący znak. Poczuła jakby nagle zaczęła zanurzać się w czymś na kształt wody, jednak było to zupełnie inne uczucie. Zaczęła spadać w dół. Czuła jak mocny podmuch wiatru szarpie jej włosy i ubranie. Zamknęła oczy, by nie widzieć co jest pod nią. By nie być świadomą, kiedy uderzy o ziemię, która z pewnością szybko zbliżała się do jej twarzy. Nie wiedziała, że znajduje się nad jeziorem. Trafiła prosto do lodowatej wody, znikając pod nią na kilka chwil, które zdawały jej się trwać wieczność. W końcu wynurzyła się i zaczerpnęła oddech.  Z trudem dopłynęła do brzegu i położyła się na trawie łapczywie łapiąc powietrze. Trzęsła się z zimna i ze strachu. Nie wiedziała gdzie jest, ani jak się znalazła w tym miejscu, gdy jeszcze chwilę temu była w swoim pokoju. Rozejrzała się i zatrzymała spojrzenie na masywie górskim. Czy to nie były przypadkiem te góry, u których podnóża tak bardzo chciała się znaleźć? Otworzyła szerzej oczy z niedowierzania. Tak! To niewątpliwie były te góry, ale jakim cudem, jak się znalazła w tym świecie… I podstawowe pytanie, jak wrócić do własnego?
     Przede wszystkim jednak musiała  jakoś się ogrzać. Z trudem wstała na nogi. Cała dygotała z zimna, a usta jej posiniały. Z ciepłego miejsca w pokoju wszystko wyglądało znacznie bardziej bajecznie i magicznie, niż okazało się w rzeczywistości. Z za lustra wyglądało to tak, jakby pogoda była zupełnie inna. Ciepłe promienie słońca, które widziała, okazały się jednak zdradzieckie i nie dawały ciepła, które obiecywały.
     Sharissa zatrzymała się na krawędzi lasu, gdzie przysiadła opierając się o pień jednego z drzew. Wzięła włosy do ręki, by wykręcić je z wody, co miało ułatwić szybsze ich wyschnięcie. Jakże wielkie było jej zdumienie, gdy zamiast swoich kasztanowych włosów ujrzała całkiem białe. Początkowo przeraziła się. Przecież nawet w lustrze nie miała białych włosów… Więc… Dlaczego? Jej ubranie się nie zmieniło, dlaczego więc kolor jej włosów uległ aż takiej zmianie? Nie ważne ile by nad tym myślała, wątpiła czy znajdzie odpowiedź na dręczące ją pytania. Do tego wyziębienie i silny ból głowy, nie pozwalały jej się skupić. Usnęła oparta o drzewo.

piątek, 24 lutego 2012

Anioł

Chciałam być aniołem, chroniącym Cię przed złem,
Chciałam stać się skrzydłami, które w niebo Cię wzniosą,
Chciałam być światłem, rozświetlającym ciemności,
Liną, dzięki której wydostaniesz się z labiryntu…

Chciałam być niewidzialnym duchem,
Tym, co wspierał Cię będzie, co będzie przy Tobie,
Chciałam być blisko Ciebie, nawet jeśli w cieniu,
Nawet jeśli niedostrzeżona, niewidzialna…

Chciałam być aniołem, który użyczy Ci skrzydeł,
Lecz me skrzydła były zbyt słabe, by choć mnie unieść,
Chciałam rozświetlić ciemność, choć sama w niej zabłądziłam…
Chciałam być wsparciem, lecz sama go potrzebowałam…

Chciałam być aniołem… Lecz upadłam na dno piekła,
To tu powinnam pozostać, a nie marzyć o niebie…
Jestem aniołem… Upadłym Aniołem…
Aniołem, który nie jest wsparciem, a bólem…

Stałam się Aniołem piekielnym…
Tym, który rani i krzywdzi, co zwodzi innych,
Aniołem, który odbiera nadzieję,
Tym, co tylko ciemność i zwątpienie przynosi…

piątek, 30 grudnia 2011

Bezdech


Duszę się, nie mogę odetchnąć,
Wszystko co mnie otacza,
Jałowa czystość, biel..
Nie pasuję tu…
Nie ma  we mnie dobroci,
Nie sposób spotkać drugą osobę,
Kogoś tak zakłamanego i fałszywego,
Kiedy zgubiłam prawdę?
Nie, nie zgubiłam…
Ona nie istniała…
Fałsz był zawsze mną,
Nieodłączną częścią życia,
Maską przywdzianą na twarz, jakich wiele,
Prawda się wypaliła już dawno…
Zgasły słowa nadziei,
Wiara straciła sens..
Duszę się udając siebie,
Duszę się będąc kimś, kim nie będę,
Duszę się, zakładając kolejną maskę na twarz,
Kolejna warstwa pudru, ukrywająca zepsucie,
Kolejny grzech do kolekcji…
Kolejna rzecz pozbawiająca oddechu…

Głos


Przede mną nie ma  już nic..
Droga się dawno skończyła,
Urwał się sznur światła, który prowadził,
Pozostała tylko ciemność,
Czy słyszysz mój głos?
Tak, ten głos, co woła Twe imię,
Jego brzmienie przepełnia ból!
Nieznośna tęsknota, rozdzierający płacz..
Straciłam z oczy to, co ważne..
Goniąc za marzeniem, zatraciłam siebie,
Znikło to, co powinno być ważne,
W centrum mego świata pozostałeś Ty..
Czy słyszysz mój głos?
Tak, ten głos, co woła Twe imię,
Jego brzmienie przepełnia ból!
Nieznośna tęsknota, rozdzierający płacz..
Gdzie się ukryłeś przed mym wzrokiem?
Czy to dla  Ciebie tylko gra?
Jeśli tak, czy jestem w stanie,
Odnaleźć Ciebie ten ostatni raz?
Czy słyszysz mój głos?
Tak, ten głos, co woła Twe imię,
Jego brzmienie przepełnia ból!
Nieznośna tęsknota, rozdzierający płacz…
Nie mogę Cię dostrzec, odnaleźć,
Choć na oślep biegam szukając,
Nić światła, która nas łączyła, pękła,
Nie został po niej nawet ślad…
Czy słyszysz mój głos?
Tak, ten głos, co woła Twe imię,
Jego brzmienie przepełnia ból!
Nieznośna tęsknota, rozdzierający płacz…
W ciemności pozostałam sama…
Nie ma nikogo przy mnie dziś…
Na oślep błądzę po bezdrożach,
Nadzieja w sercu wciąż się tli…

Samotność


Pozostaję wciąż w samotności,
Choć tylu ludzi wokół mnie,
A mimo to odczuwam pustkę,
Samotność obezwładnia mnie…
Zamknięta we własnym wnętrzu,
Samotna do granic możliwości,
Powoli staje się to moim obłędem,
Zatracam się w swoim bycie…
Nieznana przez nikogo,
Ukryta przed widzialnym światem,
Na granicy rzeczywistości,
W ciszy, rozbrzmiewa mój krzyk…
Nie istnieję dla samej siebie,
Moja twarz napawa mnie obrzydzeniem,
Tyle fałszu, zatraciłam się,
Tyle masek założonych na raz…
W samotności rozbrzmiewa krzyk,
Chcę odsłonić własną twarz,
Zacząć istnieć, dla siebie,
Nie dla nikogo, lecz przed sobą samą…

Łzy


Krople deszczy, tysiące łez,
Zagubione pośród nocnej ciszy,
Samotność i pustka, ciemność
Ciche kapanie wody, delikatny dźwięk

Krople deszczu, tysiące łez,
Niebo płacze zamiast mnie,
Jedynie ono zna mój ból, rozpacz
Słyszy mój szept wśród nocy, cichy głos

Krople deszczu, łzy nieba,
Srebrne kryształy w tę zimową noc,
Diamenty lśniące na mej twarzy, lód
Krystaliczny dźwięk, głos upadku, stłuczenia